Przejscie dla pieszych

Przejscie dla pieszych - Z karabinem na ramieniu

rate me

pietnascie wiosen liczyl.

Charakter mial lagodny,

lecz nie znal sie na niczym.

Kraj w plomieniach stanal,

zabrali go do walki.

Wreczyli mu karabin niewiadomej marki.

Otrzymal pierwszy rozkaz,

rozstrzelaj tego jenca.

Dla wielu sprawa prosta,

lecz glowa tu dziecieca.

Spojrzal w oczy wroga,

stal przed nim rozbrojony.

Nie oddal strzalu bal sie,

zostal wypuszczony.

Taki urok wojny,

litosci zadnej nie zna,

za soba setki ofiar,

w krwi skapanych miesza.

Tam smierc zabiera ludzi,

i niszczy setki rodzin,

dopoki nie ich wojna

jej kosy nie uszkodzi.

Z karabinem na ramieniu

z okopu ruszyl smialo.

¦wisnela jedna z kul

rozrywajac cialo.

Dostrzegl tylko wroga,

ktory oddal strzaly.

Mial karabin wielki,

ciezki, okazaly.

Twarz juz niewyrazna,

mocno wyczerpana,

lecz kurtka jego od krwi

cala umazana.

Po niej poznal tego,

co mu zycie zabral,

to ten ktory przezyl,

gdy mu palec zadrzal.

Taki urok wojny,

litosci zadnej nie zna,

za soba setki ofiar,

w krwi skapanych miesza.

Tam smierc zabiera ludzi,

i niszczy setki rodzin,

dopoki nie ich wojna

jej kosy nie uszkodzi.

Taki urok wojny,

litosci zadnej nie zna,

za soba setki ofiar,

w krwi skapanych miesza.

Tam smierc zabiera ludzi,

i niszczy setki rodzin,

dopoki nie ich wojna

jej kosy nie uszkodzi.

To byl chlopak z miasta,

pietnascie wiosen liczyl.

Charakter mial lagodny,

lecz nie znal sie na niczym.

Get this song at:  amazon.com  sheetmusicplus.com

Share your thoughts

0 Comments found